DNA na dnie

W czwartek, korzystając ze zorganizowanej wycieczki szkolnej – zostałem zaproszony na zwiedzenie w Centrum Onkologii, gliwickiego oddziału – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie a dokładnie zakładu biologii nowotworów.

Tam Kasia Lisowska pokazała jak można w próbówce zawierającej DNA myszy [wyizolowanego z ogona] sprawić, by samo DNA było widoczne.

Dodać trzeba było 10 ul tego i 300 ul tamtego, zamieszać chwilę i już… DNA myszy jest widoczne na dnie tej próbówki jako biała pogięta nitka:
próbówka z widocznym DNA

Potem bawiliśmy się w żelu. Najpierw mieszaliśmy DNA [pomagałem mieszać próbówki uczniom, i nie usłyszałem jakie kawałki to były] z barwnikiem, które daje się na płytki żelowe. To były fragmenty DNA powielone (amplifikowane) metodą łańcuchowej reakcji polimerazy (PCR – polymerase chain reaction). Na żelu widać produkty czterech różnych reakcji, każda z reakcji była przeprowadzana w rosnącej temperaturze przyłączania starterów. Dzięki temu można wyznaczyć odpowiednią temperaturę, czyli na tyle wysoką, że nie powstają w niej niespecyficzne produkty (widoczne jako dodatkowe prążki na żelu) i na tyle niską, że wciąż jeszcze powstaje pożądany produkt. Najlepiej to widać w części D. M oznacza marker wielkości, czyli mieszaninę fragmentów DNA o znanej wielkości. Przez porównanie można ocenić wielkość produktu reakcji PCR. W ścieżkach od 1 do 8 mamy produkty reakcji PCR wykonywanej w temperaturze przyłączania starterów od 50 do 68°C (co 2 stopnie). W temperaturach 50-54°C (ścieżki 1, 2, 3) oprócz właściwego produktu powstają też większe od niego produkty niespecyficzne. W Temperaturach od 56-64°C jest wydajnie syntezowany właściwy produkt, a w temp. 66 i 68°C zaczyna spadać wydajność reakcji (prążek jest słabszy), bo temperatura wiązania starterów do matrycy jest już zbyt wysoka. Z tego eksperymentu wynika, że dla wydajnej amplifikacji interesującego nas fragmentu DNA najlepszy jest zakres temperatur od 56 do 64°C.

DNA ma ładunek ujemny i zgodnie z tym ładunkiem, migruje przez żel w kierunku anody. Dzięki barwnikowi mniej więcej widać dokąd DNA ,,zawędrowało”.
Nazywa się to elektroforeza i dobrze jest opisane tu. Żeby uwidocznić dokładnie DNA, do żelu dodany jest barwnik (np. bromek etydyny), który wiąże się z DNA. Bromek etydyny świeci na pomarańczowo w świetle ultrafioletowym – dzięki temu można zobaczyć DNA. Bromek etydyny jest mutagenny i rakotwórczy, więc żele z bromkiem trzeba przenosić w rękawiczkach ochronnych.

Następnie taki żel umieszczany jest w komorze z promieniowaniem UV, które uwidacznia kawałki DNA. Tam też robione jest zdjęcie, które po wydrukowaniu może wyglądać tak:
wydruk elektroforezy w żelu agarozowym uwidoczniy przy użyciu bromku etydyny

I mam prawie jak na biurko.

szacunek

W Polsce ponoć im bardziej niebezpośrednio [i dłużej] mówi się do kogoś, tym wyraża się większy dystans, a tym samym większy szacunek.

Sądzę, że takie okazywanie braku szacunku może być spowodowany brakiem prawdziwych autorytetów przy jednoczesnym przymuszaniu do okazywania fałszywego szacunku.

Szacunek? Nie cierpię tego słowa. Pewnie dlatego że na tym świecie trzeba szanować niewłaściwych ludzi z niewłaściwych powodów.

Melina Marchetta w ,,Alibrandi szuka siebie”.

W Japonii normą jest wyrażanie szacunku dla ludzi i przedmiotów, dla wszystkiego, z czym Japończycy się stykają na co dzień — każda rzecz ma bowiem duszę i należy to uszanować.

W języku czeskim istnieją dwie formy zwracania się do bliźnich: tykanie, czyli mówienie sobie po imieniu oraz vykanie, czyli grzecznościowe używanie liczby mnogiej, odpowiadające naszemu ,,pan”, ,,pani” — Czesi zaś uważają tę formę w języku polskim za bardzo dostojną, odpowiadającą panowaniu nad kimś.

W Szwecji zaś rozróżnianie rangi osób za pomocą tytułów nie są zgodne z dążeniami do równości społecznej. W 1967 roku szefa Głównego Urzędu Zdrowia i Opieki Społecznej, Bror Rexed, wygłosił mowę inauguracyjną, w której zalecił wszystkim swoim współpracownikom zwracanie się do siebie na wzajem per „ty”. Taki język pomaga w budowaniu nowoczesnego i demokratycznego społeczeństwa, gdzie wszyscy, [przynajmniej teoretycznie] mają być sobie równi; nieco inaczej myśli o sobie człowiek, który mówi do wychowawcy w przedszkolu „Kajsa”, a w wyższej szkole na równi dyskutuje z nauczycielem, którego nie musi tytułować „profesorem”.

Sądzę że w stronę jak największego uproszczenia strony formalnej rozmów powinniśmy kierować naszą kulturę osobistą tak, aby szacunek mógł być wyrażany poprzez treść, a nie formę.

mein weg

W ciągu kilku lat od kiedy do naszego rządu zostały dopuszczeni nacjonaliści [def.], paranoicy [def.], populiści [def.] starałem się z tym problemem jakoś zmierzyć.

2006-05-20
FOKI i łysi.

frakcja oredownikow konstruktywnego idealizmu
Na placu wolności w Katowicach odbywał się mały happening po pojawieniu się publicznej wypowiedzi posła Wierzejskiego o tym że: ,,za protestami uczniów i studentów przeciwnych Ministrowi Edukacji Romanowi Giertychowi stoi mafia, lub sekta homoseksualna, która nakręca <<nagonkę>> na ministra''.
Było nas niewiele. Ja stałem z transparentem prowadzącym na stronę ,,FOKI''. Po jakimś czasie, kiedy już się zbieraliśmy do odejścia i zostało nas kilkanaście osób, w tym dwoje poniżej 14-tu lat - na placu pojawiło się ok 30 łysych panów. Pomyślałem, że zostanę chwilę żeby moi mogli się schować do auta. Widać to w 2:46 filmu.

Więc stanąłem z transparentem i nie uciekałem. Podszedł do mnie jeden z nich i powiedział, żebym schował transparent. Odpowiedziałem, że chciałbym bardzo, ale nie mam jak, bo jest duży.To na chwilę wystarczyło, bo odeszli. Po chwili zapytano mnie jeszcze raz, ale groźniej, dalej grałem głupka, za trzecim razem podbiegł do mnie jeden z nich. Udało się mi go przewrócić i przez chwilę widziałem jego głowę koło mojego buta. Ale zanim miałem czas do rozstrzygnięcia dylematu moralnego, odepchnął mnie drugi. Po czym w tych 30 łysoli wbiegło dwóch[!] nienajmłodszych policjantów w ochraniaczach i z tonfami w rękach. to wystarczyło, żeby ich rozgonić, a potem po kolei spisać. Wcześniej nie widziałem policji, ale gdyby nie oni, myślę, że ze 3 tygodnie w szpitalu - to byłoby minimum.

2007-04-26
Cicha i Koprowa Dolina - blokada i antyterroryści.

Wcześniej już pisałem na ten temat:
www.psychu.eu/2007/04/26/slowacki-blues
raport_ticha_02.pdf, ale nie pisałem tego wyraźnie - Tichá a Kôprová dolina to słowacka Rospuda.

Sytuacja w kwietniu była napięta. Dwa tygodnie trwała już podjazdowa zabawa w kotka i myszkę z robotnikami. Kiedy Ci próbowali pracować - korować drzewa i wywozić je traktorami - ludzie chcący ochronić park tatrzański przeszkadzali im w tym. Robotnicy wzywali policję. Kiedy policja lub straż leśna przyjeżdżała ,,ochroniarze'' uciekali do lasu i tak w kółko. Brałem udział jeden dzień w tej ,,zabawie''. Raz zablokowaliśmy traktor. Robotnicy bez problemów zrozumieli o co chodzi i odjechali do swojej bazy. Za drugim razem było trudniej, bo drwal korujący drzewo nie chciał przerwać pracy, tylko machał włączoną piłą w naszym kierunku i odganiał nas kierując wylot opiłków w naszą stronę. Kiedy jednak zobaczył, że zaczynamy to filmować, wtedy w końcu zrezygnował. Potem przyszła policja i nas złapała - trafiliśmy na bagna i nie było gdzie uciec.
Następnego dnia przygotowaliśmy plan. Zablokujemy wjazd sprzętu do doliny. Ustawiono dwa miejsca oporu. Główne przy moście, a ja znalazłem się w trójce osób w odwodzie, którzy mają zareagować i zablokować sprzęt, jeśli główna blokada zostanie złamana.
Okazało się, że rzeczywiście blokada działa, i nikogo nie było od 6.00 rano, ale nie wiedzieliśmy dlaczego. Tego dnia miał przyjechać w miejsce sporu minister i kiedy ja spałem na drzewie czekając na sygnał z krótkofalówki do naszej blokady zbliżała się nie tylko ekipa drwali, ale również grupa antyterrorystów! Na nich nie byliśmy przygotowani. Nasze łańcuchy zostały przerwane i w ciągu 15 min droga została odblokowana.
My w lesie wiedzieliśmy tylko tyle, że blokada została zdjęta, więc za chwilę nadejdzie nasza kolej.

Zaczailiśmy się w krzakach koło drogi. Jeden z nas wyszedł na drogę z małym bannerem i zatrzymał wielki traktor, ja z drugą osobą podbiegliśmy i przykuliśmy się łańcuchami do niego. Moje łańcuchy miałem owinięte wokół szyi, dlatego jeśliby kierowca ruszył, jest szansa, że bym więcej nie pisał.
W każdym razie zaraz później podjechało do nas kilka aut. Do mnie przyskoczył jeden z antyterrorki; założył dźwignię na rękę i zaczął wyciągać... Mówiłem mu, ze mam łańcuch na szyi ale do niego nie dochodziło. Na szczęście zanim złamał mi rękę, albo kark - jakiś jego dowódca kazał mu mnie puścić.
Niedługo potem odcięli nas i razem z resztą pojechaliśmy do komisariatu.
Po tej akcji odbyła się jeszcze jedna - około tysiąca osób, które protestowały przeciwko dalszej wywózce drewna z Parku Narodowego.
Od zakończenia blokady w kwietniu 2007 w Cichej i Koprowej dolinie już nie wycina się drzew dzięki 25000 podpisom pod petycją, uczestnikom blokady oraz setkom pracowników naukowych oraz pracowników państwowej ochrony przyrody, którzy się nie bali wyjawić swoje poglądy (a z których wielu straciło pracę) i innym.
W lecie część drzew sąsiadujących z wiatrołomami zaatakował kornik, co było przez media przedstawiane jako katastrofa. W rzeczywistości problem dotyczył mniej niż 1% powierzchni dolin.
Oprócz tego na obszarach dotkniętych ,,kalamitą" wyrastają tysiące młodych drzew, niedźwiedzie pod korą znajdują smaczne korniki.
Na teraz znowu są podejmowane próby wejścia ze sprzętem do dolin, ale to już inna historia...
Więcej informacji można jeszcze znaleźć:
Ticha Dolina – słowacka Rospuda?, A. Marczewski, przetłumaczony list zamykający akcję, opis sytuacji wg greenpeace, główna strona dotycząca całej sprawy www.ticha.sk.
Artykuły i zdjęcia z gazety ,,Sme'':
dennik.sme.sk/c/3265909/v-tichej-doline-policia-zadrzala-ludi-z-greenpeace, www.sme.sk/c/3302088/ochranari-maju-platit-za-ochranu-lesa, www.sme.sk/c/4282476/tazbu-dreva-v-tatrach-maju-vysetrit.
Zdjęcia:
Z greenpeace'u.

2007-08-24
Zieloni policjanci.

Klimaschutz kennt keine Kompromisse
Bardziej historia śmieszna niż straszna. W Niemczech miało odbyć się spotkanie Angeli Merkel. Był plan podjechania tam, ustawienia liter z lodu i wypuszczenia balonów z kajaków. Wszystko po to, żeby zmniejszyć emisję CO2... Plan był średni, bo cały nasz konwój został zatrzymany kilka kilometrów przed celem. Sami mieliśmy 7 aut, w tym dwa autobusy i kilka busów - jeden z przyczepka z kajakami, dwa busy miały zamrożone w lodzie litery. Po przetrzymaniu nas chwilę, podjęto decyzję, że sprawdzą nas gdzie indziej. Nasz konwój zaczęły eskortować jeszcze samochody policji, tak więc wracając blokowaliśmy ruch na pół h[!] W każdym razie dojechaliśmy gdzieś na pusty zjazd z autostrady, tam z rękami na kolbach pistoletów policjanci otwarli nasze chłodnie z literkami.
Klimaschutz kennt keine Kompromisse
Potrzymali nas jeszcze chwilę żeby posprawdzać nasze dane. Okazało się, że mamy zakaz opuszczania Berlina i strefy 30 km wokół niego. Rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy jechać do centrum. Po drodze złapała nas policja znowu. Okazało się że nie jesteśmy w strefie 30 km, więc chcieli dać nas do aresztu! Po dłuższych negocjacjach puścili nas, jednak tym razem za naszym busikiem jechały dwa wozy tajniaków z karabinami maszynowymi na kolanach. Odpuścili dopiero gdy zatrzymaliśmy się pod miejscem do spania.

2007-12-17
Za kratkami.


Tu nie będę pisał dużo o tle akcji.
Miała ona na celu dotarcie do Rady ds. Rybołówstwa, aby utworzyć rezerwaty, oraz zmniejszyć połów.
Więcej wyjaśnień na stronie: www.greenpeace.org/poland/wydarzenia/wiat/zamurowali-my-ministr-w i w filmiku:

Jak widać związano nas jak sardynki, potem włożono do busa... siedzieliśmy tam z 2h czekając aż usadowią nas wszystkich. Po około pół godzinie nikt z nas nie miał plastikowych kajdanek i w sumie jak policjantom znudziło się nam pomagać, to je zdjęliśmy.
Potem trafiliśmy do aresztu. Po drodze okazało się, że jeden francuz jest poobijany - siedli mu na głowie podczas wiązania, a drugiemu jeden ząb wypadł,kiedy uderzył twarzą w krawężnik. W każdym razie trafiliśmy do aresztu śledczego. Wchodząc mijaliśmy osadzonych ,,normalnych'' więźniów, który przywitali nas wiązankami w najbardziej popularnych językach. Posiedzieliśmy na betonie, po kilka osób w celi ze dwie godziny i wyszliśmy na górę, żeby zrobili nam zdjęcia. Teraz ze wszystkich prawie cel leciały słowa pochwał, jacy to super nie jesteśmy... informacje się rozniosły i poukładały ;]
W każdym razie akcja nie była zbyt groźna, ale dotknąłem rzeczywistości za kratkami.
mur wokół rady europy

Podsumowanie.
Do tej pory byłem na kilkudziesięciu akcjach. Umiem je zorganizować. Brałem udział w zorganizowanych przeze mnie, przez Zielonych, Greenpeace i innych. Nabyłem doświadczenie jak radzić sobie w stresogennych sytuacjach, jakie mam prawa w kontaktach z policjami/urzędnikami.Spotkałem wiele miłych osób i wywarłem trochę wpływu na ten świat. Mam nadzieję, że w słuszną stronę.

p.s. ,,Mein weg'' to po niemiecku: ,,moja droga''.

droga herbaty.

,,Będziemy śpiewać o wielkich tłumach nakręconych pracą; bunt miażdżący hipermarkety; będziemy cieszyć się pieczeniem chleba; polifonicznym ślizgiem muzycznej rewolucji będzie dźwięk naszych ukulele: wibrujący nokturn robaków w naszym nawozie; nasze duchy zawieszone wśród chmur, krążących wokół nici herbacianej torebki w kubeczku; i szybującego lotu twórczej myśli której śmigło brzmi jak dźwięki entuzjastów pijących herbatę.”*

logo_steam_dragon_03Jak widać nie dojechałem do Holandii; przepraszam wszystkich zainteresowanych. Plan były prosty – otwarcie herbaciarni w Utrechcie [w Holandii], ale im dłużej siedziałem nad biznesplanem, tym się bardziej okazywało, że bardziej mnie kręci zostawanie tutaj i biedowanie, niż przez kilka lat budowanie biznesu w Holandii.
Przed październikiem zdecydowałem się zostać w Polsce.

Prezentuję tu trochę rozbudowany wstęp do biznesplanu dla herbaciarni w Utrechcie.

Jak się to stało, że wybrałem drogę herbaty?

,,Herbatyzm jest kultem piękna, które daje się odnaleźć w codziennej, szarej egzystencji. Wdraża nam poczucie czystości i harmonii, tajemnicę wzajemnej życzliwości, romantyzmu i ładu społecznego. W istocie swej jest wielbieniem Niedoskonałości, nieśmiałą próbą osiągnięcia czegoś znośnego w naszym nieznośnym życiu.”**

W Českým Těšínie [Czeskim Cieszynie] powstała herbaciarnia Ganéša. Odkryłem ją tam podczas mojego trzyletniego pobytu w Cieszynie. Założyła ją tam nauczycielka jogi z polskiego Uniwersytetu Śląskiego – Jana Kochová. W małych pomieszczeniach, gdzie zdejmowano buty przed wejściem można było odpocząć, pooglądać obrazy, czy spotkać się na kameralnych koncertach.
Urzekł mnie ten styl bycia.

Dlatego, chętnie podjąłem pracę w Katowickiej herbaciarni Przy Samowarze [wcześniej W Oficynie]. Po krótkim czasie okazało się jednak, że zaproponowany przez właścicielkę styl rosyjski, nie jest tym czego szukam.

Podczas jednej z moich wycieczek odkryłem herbaciarnię robioną na spotkania fanów fantastyki w czeskich Pardubicach. Jako, że sam współorganizowałem kilka takich imprez, uznałem że to świetny pomysł i w 2005 zorganizowałem swoją herbaciarnię podczas konwentu fanów japońskich komiksów i filmów. Herbaciarnia nazywa się Zielony Liść.

Do tej pory kilkadziesiąt razy organizowałem podobne akcje podczas różnego rodzaju spotkań, wernisaży itp. – łącznie z przygotowaniem herbaciarni podczas tworzenia programu telewizyjnego z udziałem byłego premiera.

Myśl o tym, żeby założyć własną herbaciarnię pojawiła się u mnie już dawno. Jednakże nie znalazłem odpowiednich warunków. W Katowicach nie widziałem przyjaznego miejsca dla zakładania herbaciarni. W Ostravie [Ostrawie] działa stale około siedmiu čajovni [herbaciarni], natomiast w Katowicach padały kolejno cztery. Na dzień dzisiejszy [2009-08] działa jedna [Fanaberia, filia bytomskiej], trzy miejsca, gdzie podają parzoną herbatę i dwa sklepy z herbatą.

Najbliższy byłem założenia herbaciarni w Gliwicach [myślałem o terenie wokół uczelnianym], niestety ubiegli mnie znajomi zakładając herbaciarnię Czajnik zabierając niejako przestrzeń na otwarcie kolejnej [przy okazji - właśnie otwarła się filia w Zabrzu].

W tej chwili otwieranie herbaciarni w Katowicach nie jest proste. Trzeba chcieć ciężko pracować więcej niż osiem godzin dziennie i dostosowywać się do gustów klientów, a niszczy to podstawowego ducha herbatyzmu.

Dlatego jak na razie podziwiam wszystkich prowadzących herbaciarnie od cieszyńskiej Lai, Ostravskich: Čajovna u Sýkorova Mostu[herbaciarnia przy moście Sýkory], Čajovna Šambala i čajovna Na Větrném kopci; przez bielski Assam, chorzowski Pai Mu Tan do kazimierskiej u Dziwisza [której jeszcze nie odwiedziłem] i krakowskiej Dobrej Czajowni – filii Dobrá’ej čajovny [Inne herbaciarnie też podziwiam, ale nie do wszystkich mam kontakt, nie wszystkie znam, a doprawdy nieliczną część dopiero – nie podziwiam.].

Sam jednak spróbuję otworzyć herbaciarnię w Łodzi.

Całość, którą do tej pory napisałem dostępna jest tutaj: [Biznesplan herbaciarni] – nie jest kompletny, bo przerwałem go w trakcie i nie zawiera arkusza excela z obliczeniami, ale jeśli ktoś chciałby z niego skorzystać – służę pomocą.

* Ósmy i ostatni punkt manifestu Tea Appreciation Society [Stowarzyszenia Uznania dla Hebaty].
**To motto pochodzi z książki Okakury Kakuzō – ,,Księga herbaty”, którą tłumaczymy, by ją wydać jako darmową publikację elektroniczną przez fundację Piaskowy Smok.