Miałem dziś trzy sny, ale pierwszy mi wypadł z pamięci ;]

Za to w drugim chodziłem gdzieś po mieście i wybuchł pożar kamienicy. Widać było płomienie na górze i budynek zaczął się rozpadać i na bruk zaczęły spadać kawałki gruzu różnej wielkości. Był ze mną Tusk i chciał podbiec do zamkniętych drzwi domofonowych, żeby sprawdzić czy są ludzie z dolnych pięter żeby ich informować o pożarze. Chciałem go zatrzymać i powiedzieć ze to zbyt niebezpieczne, ale wyrwał mi się, dobiegł do drzwi, ale spadł spory kawałek kamienia i złamał mu nogę, więc odkuśtykał z moją pomocą. Zaczęliśmy dzwonić ja na straż pożarną on do swoich służb, ale liczyłem na jego wdzięczność, bo jednak miałem rację ;]

Trzeci sen z kolei był na spotkaniu komisji na które wpadłem jako ostatni i nie bardzo wiedziałem w jakiej sprawie i w jakim charakterze jestem, ale był kaczyński z jakąś parą z jego ekipy oraz kilka innych osób. Udało mi się wtrącić jakieś kąśliwe uwagi, tak ze kaczyński się zagotował i zaczął twardo kaszleć. Oczywiście odezwali się jego poplecznicy żeby mnie uciszyć, ale nie było jakieś wielkiej jatki. Było jakieś głosowanie więc głosowałem i ja [choć zostało to poddane pod wątpliwość – słyszałem jakieś szepty „— czy ona może”, „— jako obserwator może, ale nie może inicjować…” Po czym było głosowanie imienne i mieliśmy przepisać jakiś komplikowany adres email jeśli chcieliśmy być „za”. Usłyszałem znów jakie szepty o tym głosowaniu „— że jak to o nich się mówi pastarianie?”, więc myślałem że jestem w dobrym miejscu i chodzi pewnie o jakieś pastafariańskie sprawy. Zacząłem na karteluszku przepisywać ten adres. Pod koniec był – przecinek com. Więc mówię, że tam jest literówka i powinna być kropka. Na co sekretarka organizująca spotkanie, mówi, że to sprawdzi, ale to już zbierze jak jest. Spotkanie komisji się kończy, wszyscy się zbierają i ona mówi, żebym poszedł za nią do biura.

p.s. Pierwszy sen nie był z politykami ;]